sobota, 17 grudnia 2011

Jest dobrze!

KOCHANE!
Dziękuję Wam ogromnie za wsparcie, za odpowiedzi pod poprzednim postem, za to, że każda zwróciła uwagę na coś innego! Dziękuję ogromnie! :*
Sytuacja się już bardzo poprawiła:
- Boberowi polepszyło się już na drugi dzień i nie musiałam iść do weta, w dalszym ciągu zmienia sierść, ale codziennie daję mu siemię lniane i jest ok,
Kasiu, dzięki za radę a propos soku z ananasa, w razie co będę korzystać!
Kamila - powodzenia z kotkiem, mam nadzieję że szybko wyzdrowieje!!! 
- WYPŁATA SIĘ ZNALAZŁA!
Aniu- św. Antoni pomógł :)
Ula - sprawdź w kuchni ;)
- od stycznia będziemy mieć współlokatorkę :)
Kiniu i Aneladgam - Dziękuję! :*

Magisterka i remont co prawda jeszcze w trakcie, ale i tak już jest lepiej.
Dziękuję że jesteście!





I Wesołych Świąt!!! :*

czwartek, 8 grudnia 2011

jakoś tak nie tak

Jakoś tak wszystko nie tak u mnie ostatnio...
Korzystając ze sposobności uzewnętrznienia moich problemów przed światem jaką daje mi internet postanowiłam zastosować autoterapię i wypisać to tutaj.. Na szczęście zawsze można post usunąć.

Uwaga - po co czytać żale drugiego człowieka skoro i tak każdy ma swoje? Opuść proszę ten post, ewentualnie skup się jedynie na zdjęciach!

Zaczynam żale - jutro mam egzamin z analizy biochemicznej. Niby ma być łatwy, ale jakoś w ogóle nie mogę się skupić na nauce, chyba za dużo myślę o innych rzeczach, a to dlatego że:
- Bober jakiś nie taki. Martwię się o królika Myślę że mógł się zapchać swoimi kudłami, bo ostatnio dużo mu wypada. Czeszę go, podaję siemię lniane, masuję brzuszek, ale nie wiem czy to wystarczy. Nic nie chciał jeść na kolację co w ogóle do niego nie podobne. Siedzi jakiś taki "smutny i markotny". Ukochany się ze mnie śmieje żebym nie była "jak te paniusie co co chwila latają ze zwierzakami do weterynarza i wydają nie-wiadomo-ile". Fakt że wet w Warszawie drogi strasznie, ale czemu zwierz ma się męczyć? I się zastanawiam co robić. Jeżeli będzie z nim źle rano to myślę o potajemnym zabraniu do tego weterynarza.. Ale trzymam kciuki że mu przejdzie, zwłaszcza że:
-Kasa, kasa, kasa, a raczej jej brak. Jakoś dotkliwie odczuwamy brak pieniędzy, tak chyba jeszcze nie było, a tu Święta idą, prezenty trzeba kupić, potem na Taize jedziemy.. Kasa potrzebna. A wczoraj jeszcze przyszło upomnienie ze spółdzielni że coś-tam nie zapłacone. Kasa by była, ale po pierwsze - Kochany zgubił wypłatę. Chociaż może nie jest tak źle, możliwe że gdzieś schował. Ale nie wiadomo gdzie, a przeszukaliśmy już chyba cały dom. To było tak że dostał ją w gotówce i miał w plecaku, następnego dnia rano śpieszył się do pracy, wyją ją i schował w bezpieczne miejsce. Ale nie pamięta gdzie.
Po drugie to współlokator nam zwiał. Wynajmowaliśmy pokój już jakiś czas, miała być umowa kiedy zapłaci kaucję, ale jakoś się przeciągało i przeciągało, kaucji nie było, a w końcu zastaliśmy puściutki pokój i klucz na stole. Co prawda miałam okazję coś zarobić bo dostałam kilka propozycji współpracy na różnych kiermaszach świątecznych, ale odmówiłam, bo miałam dużo pracy na uczelni. A w CNK też ostatnio prawie codziennie jestem bo szkolenia i szkolenia. Powinnam oddać coś z magisterki, a ja jeszcze nic nie napisałam i tylko się boję żeby przypadkiem na promotora nie wpaść..
- Na koniec jeszcze jeden żal. Trwa u nas nieustannie remont przedpokoju - Łukasz równał ściany, wyrwał starą futrynę, zmieniał kable. Kurz i bród wszędzie, już nie mam siły tego sprzątać. A było już coraz lepiej i już prawie się kończyło, kiedy się okazało że zalewamy sąsiadkę z dołu. No może nie do końca my, ale rura z deszczówką która biegnie w ścianie. No i przyszli robotnicy, zrobili dziurę na wylot, wymienili rurę, ale remont się nie skończył.. Nawet mogę to potwierdzić zdjęciem.


Teraz już zalepione, ale i tak beznadziejnie wygląda i pracy jeszcze dużo zostało...

Urywam narzekanie i żalenie, bo już za dużo!

Za to udało mi się troszkę ozdób świątecznych zrobić, obym jeszcze z kartkami zdążyła.

 
Dzięki że jesteście!